Gdzie jest ta radość?
- Anna Fadrowska
- 1 gru 2023
- 8 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 3 sie

Wydawać by się mogło, że ogólnie wiemy, jakiego życia pragniemy. Kiedy jednak zadaję to pytanie na sesjach, okazuje się, że nie jest to takie oczywiste. Padają odpowiedzi, że w wymarzonej wersji życia ma stać piękny dom, mieszka w nim rodzina, na podjeździe stoi samochód; wspomina się o zdrowiu i o „dobrej” pracy – choć bliżej nieokreślonej.
Kłopot pojawia się, kiedy pytam, co będzie dawać ci radość, gdy już kupisz wszystko, o czym marzysz: masz rodzinę w ładnym domu, dobre dochody i zdrowie. Co wtedy utrzyma w tobie radość i szczęście? Co chcesz robić? Jakie masz cele? Jaka praca jest tą „dobrą”? Czy masz pasję?
Zazwyczaj włącza się pragmatyczny umysł i analizujemy „najlepszą” opcję, skupiając się głównie na posiadaniu: chcę samochód, dom, markowe ubrania i przedmioty. A co dalej?
Iluzja spełnienia przez posiadanie Wyobraź sobie, że masz już wszystko, o czym marzyłeś, i posiadasz to na tyle długo, że

przestaje to wzbudzać ekscytację. Wszystko staje się normalnością. Co teraz czujesz? Czy znów pojawi się pustka i lękowa potrzeba wypełnienia jakiejś luki w tobie? Czy znów pojawi się poczucie, że czegoś brakuje, i że natychmiast trzeba tę pustkę czymś zapełnić? To właśnie ta pustka sprawia, że wciąż kupujemy coś nowego, wpadamy w błędne koło.
Wydaje się, że kiedy spełni się marzenie o posiadaniu, wszystko w życiu będzie „najlepsze”.
Ale co dokładnie będzie wtedy dobre? Odpowiedz sobie na to pytanie i poświęć mu czas. Wejdź energetycznie w tę symulację i wyobraź sobie, jak się cieszysz, jak jesteś dumny z siebie – i jak długo ta ekscytacja utrzyma stan radości. Ile osób musiałoby być świadkami twojego sukcesu, aby czuć satysfakcję? Ile rzeczy i osób musi uczestniczyć w odczuwaniu chwili radości z posiadania? Ile energii i czasu trzeba włożyć, aby poczuć szczęście przez kilka dni czy tygodni?
Spędzasz całe lata poświęcone budowaniu sukcesu, który miał raz na zawsze utrzymywać cię w stanie spełnienia i radości. Otaczasz się rzeczami, które mają stanowić twoją wartość. Nabyte dobra mają określać status, poziom zaradności i skalę szczęścia.
W taką pułapkę wpada wielu. Frustracja rośnie, bo próg jest coraz wyższy. Być może wyobrażałeś sobie, że gdy już będziesz mieć tą dobrą pracę, wynajmiesz ładne mieszkanie albo kupisz dom by wyposażyć go i cieszyć się tym, co zdobyłeś.
A teraz spójrz wstecz i zauważ, że teraz masz to, co było dla ciebie nieosiągalne 10 lat temu. Kilka lub kilkanaście lat temu marzyłeś o tym, co masz teraz, i wtedy wydawało ci się, ze juz to cie uszczęśli, a jednak wciąż czujesz, że niewiele się zmieniło i że nadal masz niezaspokojone pragnienia.
Dlaczego spełnienie nie przychodzi?
Najlepszym przykładem są znani celebryci, którzy – po spełnieniu wszystkich marzeń – rozbijają się o ścianę, bo ich radość znika wraz z pojawieniem się rutyny i znudzenia. Nie mają już do czego dążyć, osiągnąwszy szczyt sławy i sukcesu finansowego. Ściana pokazała im, że posiadanie i zaszczyty nie utrzymują ich w poczuciw szczęśliwości. I niestety w efekcie wielu z nich skończyło ze swoim życiem bo nie poradzili sobie z tą pustką.
Tkwi w nas przekonanie, że będziemy szczęśliwi, gdy zdobędziemy wszystko, czego pragniemy. Tymczasem, mając sławę, pieniądze, wille i ekskluzywne samochody, wciąż będziemy tymi samymi ludźmi, ktorzy po osiągnięciu wymarzonego sukcesu nie mają juz czym zagłuszyć wewnętrznej pustki, popadaja wtedy w uzależnienia, czy imprezy by poczuć jakąś ekscytację.

Jim Carrey trafnie ujął to w słowach: „Życzę każdemu, aby stał się bogaty i sławny i mógł
zrobić wszystko, o czym kiedykolwiek marzył, aby mógł zobaczyć, że to nie jest rozwiązanie”.
Jeśli uzależniasz swoje szczęście od posiadania czy osiągnięcia tytułu, nigdy nie będziesz szczęśliwy. Za każdym razem, gdy coś zdobędziesz, po krótkim czasie zobaczysz, że to nie wystarcza – inni mają więcej, więc wydaje się, że „więcej” będzie świętym Graalem. I pogoń za iluzją trwa.
Jak wypełnić pustkę?
Pustkę można zagłuszyć jedynie poprzez wsłuchanie się w nią. Tam jesteś ty, który nie wie, co zrobić z natłokiem myśli i emocji zepchniętych do niewidzialnej strefy. Zepchnięte myśli i emocje przekształcają się w lęki, w nieokreślone „coś”, czego nie chcesz zobaczyć i usłyszeć. Bo tak długo wpychałeś tam wszystko, z czym nie chciałeś się zmierzyć, że teraz już sam nie wiesz, jaki demon z tego urósł.
Więc włączasz telewizor i czekasz aż zaśniesz. Odganiasz myśli scrollowaniem telefonu, nałogowym sprzątaniem, jedzeniem, papierosem albo łykiem kawy. A zamiast pobyć w ciszy poranka, od razu bombardujesz mózg głośną muzyką.
Wsłuchaj się w ciszę i zobacz, jaka emocja pragnie być zauważona. Jaka myśl nie została
przetworzona? Obserwuj i pozwól im zaistnieć, inaczej będą napierać z coraz większą siłą, a tobie coraz trudniej będzie je zagłuszać.
Kiedy przestaniesz uciekać od siebie, zaczniesz być kreatorem swojej radości. Stany radości zaczną istnieć z samej świadomości bycia i tu i teraz. Bo radość, której tak wszyscy pragniemy, nie pochodzi z posiadania, lecz z kreacji i ekspresji siebie.

Przypomnij sobie czas dzieciństwa i to, jak radosne jest tworzenie bez filtra logicznego umysłu. Rozsądek bywa strażnikiem braku radości. Wdrukowano nam „zdrowy rozsądek”, który stał się niezdrowym sceptycyzmem. Osobom skupiającym się na zdobywaniu raczej niż na realizowaniu marzeń przypisuje się zaradność, inteligencję i rozsądek. Ale czy można powiedzieć, że ktoś jest rozsądny, jeśli posiada duży majątek, lecz źle czuje się ze sobą i bliskimi? Czy rozsądna osoba nie powinna chcieć wprowadzić takich zmian, by czuć radość i miłość?
Wdrukowano nam, że szczęście pochodzi z posiadania. Tymczasem radość i szczęście są naszą interpretacją i kreacją. Oczywiście pojawia się myśl: „to spróbuj być szczęśliwa bez pieniędzy!” A ja powiem, że jeśli nie poczujesz szczęścia, to pieniądze zawsze znajdą drogę, by od ciebie uciec, a ty całe życie będziesz je gonić.
Kiedy gaśnie dziecięca radość?
Obserwowałam swojego kilkuletniego syna, który był radosny i pełen energii całymi dniami.
Zastanawiałam się, w którym momencie naszego życia ta radość gaśnie. Dlaczego z radosnych istot przeobrażamy się w chodzące stany depresji bez chęci do życia? Dziecko żyje w „tu i teraz”, bez strachu o jutro. Jednak z czasem pojawia się coraz więcej warunków i strachu przed niespełnieniem ich.

Uczy się nas, aby zadowalać innych i spełniać stawiane nam warunki: jeśli będę dobrze się uczyć, będę chwalony i nagradzany; jeśli będę grzeczny, będę kochany; jeśli będę robić darmowe nadgodziny, szef mnie doceni; jeśli zdobędę pieniądze na super auto, poczuję się lepszy. Pragniemy radości, a nawet nie dajemy sobie prawa, by ją czuć! To gonitwa, która nigdy się nie kończy, a kiedy przycjodzi nasz czas, nie umieramy szczęśliwi, tylko sfrustrowani i z poczuciem niespełnienia.
Jak odzyskać radość i kreatywność?
Spróbuj odwrócić uwarunkowanie mówiące, że musisz posiadać, by czuć radość, i pozwól, aby powróciła do ciebie kreatywność dziecka. Pozwól sobie robić to, co sprawia radość.
Zawsze morze mnie fascynowało. Mogłam godzinami brodzić w falach, nawet jesienią, kiedy było zimno. Pamiętam dzień, kiedy odwiozłam rano dziecko do szkoły i bardzo chciałam choć na chwilę pojechać nad morze, oddalone o prawie dwie godziny jazdy. Pomyślałam, że to bez sensu: mam za mało czasu, mogę nie zdążyć odebrać dziecka, mam pracę, to nierozsądne, lepiej będzie jeśli… i tak dalej.
Przyszła wtedy myśl, że jesteśmy tak zblokowani warunkami, które sobie stawiamy, że nie możemy zrobić prostej rzeczy dla siebie, tak prostej jak spacer nad morzem. Moje „logiczne” myślenie nie pozwalało mi sprawić sobie radości, uznając ją za stratę czasu i komplikację, i odrzucało moją potrzebę jako niedorzeczną zachciankę, którą należy wykreślić z planu dnia.

Pojawiła się też druga myśl: „Ale ja chcę to zrobić! -czy to nie jest ważne"? Za tą myślą uruchomiło się myślenie kreatywne: „Chcę dziś pojechać nad morze – co muszę zrobić, żeby się tam znaleźć?” Na tak postawione pytanie uruchamia się poszukiwanie rozwiązania. Okazało się, że dziecko może odebrać koleżanka lub ktoś z rodziny, a szef zrozumie, że mam pilną sprawę. Bo czasem pilna sprawa to nie tylko wizyta u lekarza ale zaspokojenie emocjonalnej potrzeby, zbalansowanie siebie i czas na spokojny spacer nad morzem. Zrozumiałam, że moja potrzeba emocjonalna jest ważna i mam prawo ją zaspokoić.
Nie chodzi o to, żeby robić wagary co drugi dzień i spędzać ten czas przed telewizorem, ale aby kreować życie, w którym aktywnie realizujesz swoje pragnienia i dajesz sobie prawo do zaspakajania swoich emocjonalnych potrzeb. Poznałam kiedyś w pracy osobę, której marzeniem były długie podróże – wyjazdy na 2–3
miesiące w roku po odległych krajach. Zapytałam, jak organizuje takie urlopy. Powiedział, że rezygnuje z pracy, a za odłożone pieniądze wyjeżdża. Potem znajduje inną pracę i kumuluje fundusze na kolejne wyjazdy. Wtedy wydawało mi się, że pracy nie zostawia się dla urlopu, bo ważniejszy jest etat.
Tak w nas wdrukowano, że priorytetem jest zadowalać innych.
Tamtego dnia pojechałam nad morze. Spędziłam tam kilka godzin, które ukoiły mnie i naładowały potężną dawką pozytywnej energii. Wróciłam do domu szczęśliwa.
Zadawaj sobie pytania i weryfikuj swoje życie
Zadaj sobie pytania: czy lubię to, co robię? Czy lubię swoją pracę? Czy chcę być tam, gdzie jestem? Co sprawia, że tkwię w sytuacji, która mnie nie wyraża? Zacznij zadawać sobie pytania i weryfikować, na ile jest w tobie prawdziwe „ty” w tym, kim się stałeś.
W odpowiedziach w stare wzorce zaczną wchodzić nowe inspiracje.
Sprawdź, czy istnieje w tobie myśl, że będziesz szczęśliwy lub szczęśliwa, kiedy schudniesz, kiedy zaczniesz zarabiać więcej, kiedy kupisz sobie inny ciuch, inne auto, kiedy będzie cię stać na spłacanie kolejnego kredytu. A potem sprawdź, czy robisz na co dzień coś, co lubisz i czy jest w twoim życiu cos co daje ci radość?
Może zaskoczyć cię, że wiesz, czego nie chcesz robić, co ci się nie podoba w twoim życiu, ale nie bardzo wiesz, co chciałbyś robić. Często nie rozwinęliśmy pasji i zainteresowań, bo byliśmy zajęci realizowaniem cudzego życia i cudzych oczekiwań. Twój szef latał na wakacje i jeździł świetnym samochodem, a ty tłumaczyłeś sobie, że nie jesteś takim szczęściarzem i realizowałeś jego szczęście płacąc za to najwyższą walutą, twoim czasem, inwestując 8–12 godzin swojego życia dziennie w realizowanie czyjegoś życia. Zacznij teraz realizować siebie. Nie mówię o wielkiej rewolucji, a raczej o tym, abyś dał sobie przyzwolenie na robienie tego, co sprawia ci radość. To jest pierwszy krok na drodze, która może okazać się zwrotem na lepsze, pełniejsze życie.
Radość zaczyna się tu i teraz Twoje szczęście zaczyna się w tu i teraz. Zacznij rozwijać w sobie wdzięczność. Zauważaj i doceniaj wszystko, co dobre w twoim życiu. Wyrób nawyk dziękowania za wszystko – to zacznie podnosić twój stan radości, a wraz z tym spłynie do ciebie więcej tego, za co jesteś wdzięczny.

Pozwól sobie być priorytetem. Zaspokajaj swoje emocjonalne potrzeby i pozwól sobie na robienie tego, co chcesz. Ustal na przykład, że raz w miesiącu jest dzień dla ciebie i rozpieszczaj się tym, co lubisz: spotkaniem z przyjaciółmi, wyjściem na zakupy, do restauracji, kina albo na małą podróż.
Poszukaj w sobie tego, co lubisz robić, a na co nigdy nie było czasu, i zacznij to robić. Jeden dzień w tygodniu poświęcony na coś, co kochasz, może zastąpić wiele godzin terapii. Może miałeś hobby, ale zrezygnowałeś z niego, bo uważałeś, że to strata czasu albo że nie ma wartości. Wróć do tego.
Moja historia z malowaniem
Urodziłam się z talentem do malowania. W szkołach angażowano mnie do tworzenia dużych projektów artystycznych i czułam, że właśnie tym chcę się zajmować. Nie miałam płócien, więc malowałam na czym popadnie: wykradałam „niepotrzebne” półki z meblościanek albo kawałki desek czy sklejek znalezionych w przydomowej szopce. Dawało mi to radość. Powiedziałam rodzicom, że chcę być artystką i marzę o liceum plastycznym. Ojciec pochwalił mój talent, ale w najlepszej wierze powiedział, że artyści umierają biedni. W tamtym czasie, bez internetu, panowało przekonanie, że artysta to biedak. Ojciec, chcąc dla mnie jak najlepiej, zniechęcił mnie do malowania i realizowania pasji. Powiedział, żebym poszła na księgowość, bo to dobry fach.
Wtedy oburzyłam się i powiedziałam, że nie będę księgową – będę artystką! Ale program lęku przed brakiem pieniędzy i braku wartości wynikającej z realizowania pasji zapadł się głęboko w podświadomość i życie ułożyło się tak, że byłam daleko od malowania. Po latach zostałam księgową i założyłam własny biznes. Oczywiście kontakt z ludźmi i moja praca dawały mi zadowolenie, satysfakcję i korzyści finansowe. Ale z czasem zaczęłam czuć, że się wypalam, że nie daje mi to radości, jaką miałam z kreacji, i coraz bardziej czułam, że to nie moja droga.
Nie malowałam przez ok 16 lat. Być może marnowałam talent, który, gdyby był rozwijany od młodości, dałby mi teraz satysfakcjonujące życie na każdym poziomie. Ale w mojej głowie zrodziło się wtedy przekonanie, że talent do malowania to nic nie warta pasja, na którą szkoda czasu. Po wielu latech wróciłam do malowania co zasila mnie energią spełnienia, zachwytu i uniesienia. Taka energia to cenna waluta, która zasila cię na pozostałych płaszczyznach życia.
Bądź dla siebie priorytetem
Bądź priorytetem dla siebie. Jeśli masz rodzinę, którą się opiekujesz, przypomnij sobie instrukcję z każdego lotu: w razie awarii maskę tlenową zakładasz najpierw sobie, potem dziecku. Bo jeśli nie uratujesz siebie, nie uratujesz nikogo. Dziecko będzie szczęśliwsze, widząc rodzica radosnego i pełnego energii. Pomyśl, czego pragniesz, zdmuchnij świeczkę, a potem dopilnuj, by twoje marzenia się spełniały.
Anna Fadrowska Terapie Zintegrowane
Copyright © 2024 Anna Fadrowska
.png)



Komentarze